Przejdź do treści

Dlaczego pamięć zapachowa staje się silniejsza o tej porze roku

Osoba siedzi w kartonie w szafie, otulona szalikiem. Obok niej książki i suszona lawenda.

Pierwszy zimny dzień nigdy nie zapowiada się grzecznie.

Pewnego poranka otwierasz drzwi i powietrze nagle wydaje się rzadsze, ostrzejsze; niesie ledwo wyczuwalny dym z czyjegoś ognia dwie ulice dalej i ten wilgotny, liściasty zapach z chodnika. A potem, zupełnie niespodziewanie, nie idziesz już po prostu do pracy. Masz siedem lat, stoisz na zamarzniętym boisku, oddychasz w szalik, a ktoś krzyczy twoje imię z drugiego końca placu. Przez chwilę to dezorientujące. Teraźniejszość się rozmywa. Ciało jest tutaj, ale umysł zsuwa się w bok - całkiem do innego czasu. Zapach pociągnął za klapę w podłodze i spadłeś.

Ta pora roku jest pełna takich cichych zasadzek. Smuga goździka i pomarańczy w sklepie, specyficzna stęchlizna szkolnego korytarza na zimowym kiermaszu, plastikowy zapach pudeł wyciągniętych ze strychu. Otrząsamy się, nazywamy to „nostalgią” i idziemy dalej, ale za twoim nosem i oczami dzieje się coś bardziej złożonego. Pytanie brzmi nie tylko, dlaczego zapach wywołuje wspomnienia, lecz także dlaczego wydaje się, że dzieje się to częściej i gwałtowniej, gdy rok zaczyna zawijać się sam w siebie.

Pierwszy chłód i nagła podróż w czasie

Jest taki bardzo konkretny rodzaj dnia, kiedy uświadamiasz sobie, że pora roku się zmieniła. Niebo wisi trochę niżej, drzwi samochodów trzaskają pustym dźwiękiem, a twój oddech pojawia się przed tobą jak zaskoczony duch. Tego dnia wiele osób zgłasza to samo: wspomnienia przychodzą nieproszone. Niektóre są ciepłe - kuchnia babci, pierwszy pocałunek w ciemności za wiejską świetlicą, zapach starego wełnianego płaszcza taty, kiedy wpychał cię do środka. Inne kłują bardziej. Puste krzesło przy wigilijnym stole, zapach szpitalnego środka odkażającego owinięty w sosnę i perfumy.

Wszyscy mieliśmy ten moment, gdy zapach uderza tak mocno, że niemal rozglądasz się za ekipą filmową, przekonany, że ktoś robi ci kawał. Możesz stać w supermarkecie i nagle dział z detergentami pachnie dokładnie jak proszek do prania z twojego pierwszego współdzielonego mieszkania. Wózek, kody kreskowe, jazgotliwa muzyka - wszystko leci dalej, ale ty jesteś gdzie indziej: w ciasnej kuchni z niedopasowanymi kubkami i nadmiarem optymizmu. Zapach nie przypomina delikatnie; on szarpie.

To, co odróżnia ten sezon, to nakładanie się bodźców. Nowy semestr, krótsze dni, kalendarz wypchany „ostatnimi” i „pierwszymi”: ostatnie liście, pierwszy przymrozek, ostatni dojazd do pracy w świetle dnia, pierwsze grzane wino w roku. Każde ma swój zestaw zapachów, a te zapachy są jak strony w mózgu z ciężkimi zakładkami. Otwierasz jedną - a wyskakuje dwadzieścia dawnych scen.

Dlaczego twój nos jest podłączony prosto do pamięci

Za tym wszystkim działa brutalny, niemal niesprawiedliwy kawałek biologii. Droga z nosa do mózgu należy do najbardziej bezpośrednich szlaków zmysłowych, jakie mamy. Kiedy wdychasz powietrze, drobne cząsteczki zapachu wędrują do jamy nosowej i trafiają w opuszkę węchową - mały fragment tkanki nerwowej tuż za oczami. Ta opuszka przez cały dzień „rozmawia” z ciałem migdałowatym i hipokampem - częściami mózgu głęboko związanymi z emocjami i pamięcią.

Oczy i uszy idą bardziej biurokratyczną drogą. Informacje wzrokowe i słuchowe przechodzą przez wzgórze, mózgową centralę przełączników, zanim zostaną przetworzone. Węch omija poczekalnię. Wchodzi prosto do działu emocji w zabłoconych butach. Dlatego zapach nie tylko przypomina ci coś; pozwala ci to wspomnienie znów poczuć. Napięcie w barkach, smak w ustach, nawet mały skok serca - wszystko może wrócić jednym wdechem.

Dlaczego wczesne zapachy uderzają najmocniej

Wiele zapachów, które o tej porze roku wracają z rykiem, jest związanych z dzieciństwem - i nie bez powodu. Jako dzieci jesteśmy dosłownie bliżej ziemi i żyjemy z nosem w świecie. Grube swetry, szkolne kaloryfery, mokre liście, kredki, salki parafialne, łańcuchy na choinkę, tani papier do pakowania, guma nowych butów. Nasze mózgi intensywnie się „okablowują”, a zapach staje się tłem-kodem, który spina doświadczenia.

Te wczesne wspomnienia węchowe leżą w mózgu jak pliki, których nikt do końca nie nadpisuje. Po latach ten sam zapach potrafi je rozświetlić niemal tak jasno jak za pierwszym razem. Więc gdy mijasz piekarnię w mokre grudniowe popołudnie i czujesz cynamon, nie myślisz tylko o bułeczce; zostajesz wciągnięty z powrotem do lepkich palców na szkolnym kiermaszu bożonarodzeniowym albo do pierwszej próby pieczenia w nastoletnim wieku, gdy zadymiłeś kuchnię. Im jesteśmy starsi, tym bardziej te wczesne warstwy stają się „terytorium domu” - dlatego ten pociąg bywa tak silny, że aż fizyczny.

Sezon rytuałów, pudeł i szafek

Ta pora roku ma dziwnie pudełkowy kształt. Wyciągamy z szaf rzeczy, które przez 11 miesięcy leżały nietknięte: plastikową choinkę, papierowe ozdoby z delikatnym zapachem piwnicy, wełniane szaliki upchnięte z tyłu szuflad. Każde drzwiczki wypuszczają kieszeń stojącego powietrza niosącego życie sprzed roku. To jak odtykanie kapsuły czasu - a mózg pochyla się bliżej.

Rytuały też robią swoje. Zapalanie tej samej świecy zapachowej, którą zawsze zapalasz w listopadzie. Kupowanie jednej marki mincemeat pies, bo „zawsze takie były”. Wejście do domu towarowego, gdzie ta sama mieszanka perfum, gorących świateł i tkanin uderza jak ściana. Te powtarzane kombinacje zapachu i działania wycinają w pamięci bruzdy. Zrobisz coś raz - mózg odnotuje. Zrobisz to co roku, w tym samym miesiącu, z tym samym zapachem - i wzór staje się niemal święty.

Pamięć jest stworzeniem społecznym

Jest też cichsza, społeczna warstwa. To sezon, gdy częściej się gromadzimy - chcąc czy nie. Zatłoczone pociągi pachnące mokrymi płaszczami i kawą na wynos, sale pełne rodziców na szkolnych przedstawieniach, ciasne salony, gdzie perfumy mieszają się z sosem pieczeniowym i tanim prosecco. Nie zapisujesz samych zapachów; zapisujesz ludzi i rozmowy przyszyte do nich.

Ledwie wyczuwalny lakier do włosów w zimnym powietrzu potrafi cofnąć cię do szykowania się z przyjaciółmi na imprezę sylwestrową. Zapach grzanego wina może przynieść i ciepło, i skręt w żołądku po rozstaniu, które wydarzyło się lata temu na jarmarku bożonarodzeniowym. Zapach rzadko bywa neutralny. Jest przesiąknięty kontekstem, a ten sezon dostarcza go więcej - więcej spotkań, więcej występów, więcej „okazji” - niż jakikolwiek inny. Nic dziwnego, że mózg odpala dawne sceny, gdy te same wonie znów wracają.

Zimne powietrze jest lepszą sceną dla zapachu, niż myślimy

Swoje robi też cicha fizyka. Zimne powietrze zachowuje się inaczej. Jest gęstsze, niesie dźwięk ostrzej - i zapachy również. Kiedy wychodzisz na zewnątrz w zimny wieczór, a ktoś pali drewnem kilka ulic dalej, ten dym zdaje się wisieć w powietrzu, nie tylko przelatywać i znikać. Jest ostrzejszy, bardziej wyraźny, jakby obrysowany kredą.

Jednocześnie wiele rzeczy, których używamy, by przepędzić zimno, to potężne bomby zapachowe. Mocniejsze perfumy i wody po goleniu, napoje z przyprawami, cięższe jedzenie, bogate kremy do rąk, wełna, która wciąż pachnie szufladą, w której spała. Na tle czystej, metalicznej krawędzi zimnego powietrza wszystko to mocniej się odcina. Nos nie musi przebijać się przez mgłę pyłków, skoszonej trawy i kremu z filtrem. Tło cichnie, soliści wychodzą na przód.

Jest też prosty fakt, że częściej siedzimy w środku. Okna zamknięte, ogrzewanie włączone, zasłony zaciągnięte wcześniej. Wnętrza kumulują i wzmacniają zapachy: gotowanie, świece, pranie, ten specyficzny zapach własnej kanapy. A gdy potem wychodzisz na spacer i dostajesz w twarz zimnym, cienkim powietrzem, kontrast jest dramatyczny. To ta ostra zmiana budzi nos i sprawia, że łatwiej wyłapuje jeden, precyzyjny zapach, który wysyła cię w spiralę z powrotem do 1998 roku.

Nostalgia, komfort i ból pod spodem

Gdy rok dobiega końca, wszyscy robimy ciche rozliczenie. Co zrobiliśmy, co się nie wydarzyło, kto wciąż jest, a kogo już nie ma. Zapach wdziera się w ten proces i dorzuca własny komentarz. Znajoma woń może być jednocześnie uściskiem i ciosem. Możesz zapalić konkretną świecę, bo przypomina ci dom mamy - i poczuć i ukojenie, i nagłą świadomość, że jest daleko albo że jej już nie ma.

Bądźmy szczerzy: mało kto siada co wieczór z dziennikiem i spokojnie rozpakowuje uczucia związane z upływem czasu. Pędzimy, scrollujemy, obiecujemy sobie, że „porządnie to przemyślimy w styczniu”. Zapach nie czeka na styczeń. Wpycha wspomnienie prosto w twarz, gdy mieszasz w garnku albo biegniesz na pociąg. Dlatego teraz wydaje się silniejszy: sezon zmiękcza emocje, a zapach doskonale wie, gdzie są miękkie miejsca.

Nie bez powodu wiele zapachów, które dominują w sklepach i reklamach o tej porze, to cukrowane wersje „domu”: wanilia, sosna, cynamon, pieczenie. Sprzedają nie tylko produkt, ale skrót do uczucia. Gdy te wonie zderzają się z twoją prawdziwą, prywatną historią - z domem, w którym naprawdę dorastałeś, z ludźmi, którzy naprawdę siedzieli przy twoim stole - reakcja bywa potężna. Czasem w to wchodzisz, a czasem szybko gasisz świecę.

Gdy zapach każe ci tęsknić za ludźmi, których nigdy nie poznałeś

Jedną z dziwniejszych rzeczy w pamięci węchowej jest to, jak potrafi mieszać twoje życie z życiami, które tylko sobie wyobrażałeś. Zima to sezon opowieści - filmów, książek, świątecznego odcinka serialu, który zawsze oglądasz ponownie. Przez wszystkie przewijają się opisy zapachów: pieczone kasztany, pomarańcze nakłute goździkami, zimny kamień kościelny, dym cygar, śnieg na wełnie. Mogłeś nigdy nie przeżyć dokładnie takich scen, ale mózg po cichu zbiera składniki.

Więc mijasz stragan z prażonymi orzechami i czujesz szarpnięcie - nie dlatego, że jadłeś je z dziadkami, tylko dlatego, że pachną jak rozlana idea „starej Europy w Boże Narodzenie”, którą zbudowałeś z filmów i reklam w dzieciństwie. Zapach nie ciągnie wyłącznie z twojej realnej przeszłości. Czasem naciska na tęsknotę za przeszłością, która nigdy do ciebie nie należała - równoległą linią czasu, w której twoje życie było wolniejsze, prostsze, owinięte innym rodzajem zimy.

Ta pożyczona nostalgia bywa dezorientująca. Tęsknisz za domem, w którym nigdy nie byłeś. Brzmi melodramatycznie, ale na małym, codziennym poziomie dzieje się to bez przerwy: zapach sosny sprawiający, że miejskie dzieci tęsknią za wiejskim dzieciństwem, którego nie miały, albo nuta kadzidła w sklepie wywołująca u kogoś, kto nigdy nie chodził do kościoła, dziwną, pustą nabożność. Zapach nie szanuje granic między „prawdziwą” a „wyobrażoną” pamięcią; barwi obie.

Czy możemy używać zapachu celowo - czy to to psuje?

Gdy uświadamiasz sobie, jak to jest mocne, pojawia się pokusa, by to uzbroić. Ludzie zaczynają kupować konkretne świece, żeby „zatrzasnąć” w nich urlop, albo wybierają jedne perfumy na nowy rozdział życia, by później móc go przywołać na zawołanie. Jest w tym sens. Badacze pamięci pokazali, że łączenie zapachu z tym, czego się uczysz, może pomóc lepiej to odtworzyć, gdy znów poczujesz tę samą woń.

Jest jednak trochę niewygodna prawda: zapach działa najlepiej, gdy go nie obserwujesz. Najsilniejsze skojarzenia powstają wtedy, gdy jesteś zajęty życiem, a nie reżyserowaniem. Możesz postanowić, że w tym roku zawsze będziesz piec pierniczki w listopadzie, żeby tworzyć „rodzinne wspomnienia” - i pewnie będziesz. Ale może się okazać, że po latach to zapach lekko przypalonej partii z tamtej jednej chaotycznej niedzieli, kiedy wszyscy się pokłócili, zostanie z tobą najmocniej.

Może właśnie w tym jest ciche piękno. Możesz zwracać uwagę, zauważać, co sprawia, że nos drga, a serce szarpie, ale nie da się w pełni kontrolować, co przyszły ty zapamięta, gdy te zapachy wrócą. Pamięć węchowa jest trochę jak sam sezon: częściowo zaplanowana, w większości improwizowana, często psuta przez pogodę, czasem idealna.

Więc jeśli powietrze wydaje się teraz pełne duchów

Jeśli o tej porze roku czujesz, że głowa robi się dziwnie pełna za każdym razem, gdy złapiesz ślad dymu albo przypraw, nie przesadzasz. Twój mózg po prostu uruchamia bardzo stary, bardzo wydajny system na pełnych obrotach. Chłodniejsze powietrze, silniejsze rytuały, cięższe emocje i kalendarz wypchany sensorycznymi tradycjami spiskują, by zamienić zapachy w emocjonalne detonatory. Wdychasz - a cały rok, albo dziesięć, albo dwadzieścia - oddycha z powrotem.

Najżyczliwszą rzeczą, jaką możesz zrobić, jest to zauważyć bez oceniania. Stań w kuchni, gdy okap grzechocze, albo na przystanku, gdy palce drętwieją, i daj sobie sekundę, kiedy zapach nagle pociągnie cię w bok. Ten błysk korytarza u babci, twojej pierwszej studenckiej kawalerki albo szkolnej klasy z jej klejem i kaloryferami jest dowodem, że tamte wersje ciebie nigdzie nie zniknęły. Są tylko przechowywane trochę wyżej, za nasadą nosa, czekając na właściwy kawałek powietrza.

Ten sezon nie jest tylko o tym, co widzisz w kalendarzach i na ekranach, ale o tym, co po cichu wdychasz. Rok może tracić dni, ale twój nos jest zajęty otwieraniem drzwi, o których nawet nie wiedziałeś, że wciąż tam są.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz